Na zdjęciu widać jedno z moich ulubionych miejsc do wypoczynku: ławka moich dziadków. Czyli – jest dosyć stara. Ale, jak to z różnymi starymi przedmiotami bywa, trzeba o nie dbać, żeby służyły nam dłużej. Czyli – na przykład malować.
Ta farba, a dokładnie jej kolor, powstał w wyniku zmieszania wszystkich farb, jakie zostały mi po jakichś innych malowaniach. To wszystko umięszałam i powstał unikalny kolor – unikalny, bo drugi raz taka barwa mi nie wyjdzie. Trochę zielonego, trochę brązowego, trochę niebieskiego, trochę czerwonego, trochę żółtego, trochę białego. Nie pamiętam, co tam jeszcze było.
Farbę białą wraz z pigmentami kupiłam do malowania drewnianych półek na książki. A że szkoda było to zostawiać (to – to znaczy resztki farby), bo jak się zostawi, to w końcu wyschnie i się zmarnuje, to wszystko zlałam razem do jednej puszki i zaczęłam szukać co by tu pomalować.
Tak w ogóle to byłam zdziwiona, że wyszedł mi z tych resztek taki interesujący odcień, można powiedzieć cappuccino. I tak, pomalowałam starą lodówkę moich rodziców, najniższą półkę, pod książkami, na której umieszczam wszystkie kartony i inne duże rzeczy, które nie mieszczą się gdzie indziej, a w końcu ławkę. I wyszło pięknie…
To było kilka lat temu, ławka – jak to przy przedmiotach narażonych na czynniki zewnętrzne (mimo że ławka stoi pod daszkiem) – już powoli „prosi” o odświeżenie. Ale – na razie – można na niej usiąść i celebrować swoje codzienne pięć minut z kawą (lub czymś innym) w ciszy. To lubię!






